***
- Cieszę się nie zmiernie - odezwała się Pani Brown stojąc obok mojego łóżka. Ja natomiast pakowałam moje rzeczy z bardzo starych szafek szpitala. Czułam strach a po drugiej stronie czułam szczęście nie wiem co to dokładnie znaczy. Zapinając walizkę spojrzałam na kobietę. - Dziękuję - uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju. - Dowidzenia! - pożegnałam się z pozostałymi. Nadszedł ten czas kiedy mogę wyjść z tego
dziwnego miejsca. Nareszcie! Wyszłam.Pod ośrodek podjechał czerwone porshe. Zastanawiałam się czy to moi rodzice. Nie myślałam, że kupili sobie TAKI samochód. Jakaś kobieta otworzyła drzwi auta. Nie mogłam dostrzec kto to. Zdjęła okulary i odrazu pisnęłam ze szczęścia. Mama. Po drugiej stronie siedział tata. Ale się stęskniłam. Podbiegłam z uśmiechem na twarzy i wskoczyłam w ramiona rodziców.
dziwnego miejsca. Nareszcie! Wyszłam.Pod ośrodek podjechał czerwone porshe. Zastanawiałam się czy to moi rodzice. Nie myślałam, że kupili sobie TAKI samochód. Jakaś kobieta otworzyła drzwi auta. Nie mogłam dostrzec kto to. Zdjęła okulary i odrazu pisnęłam ze szczęścia. Mama. Po drugiej stronie siedział tata. Ale się stęskniłam. Podbiegłam z uśmiechem na twarzy i wskoczyłam w ramiona rodziców.
- Córciu! Księżniczko ty moja! - krzyknął tata wycierjąc łzy. Mama była także wzruszona. Pogłaskała mnie po główce i powiedziała słowa na które czekałam od tak dawna. - Witaj spowrotem w domu.. - przytuliłam się i wsiadłam do czerwonego samochodu. - Może zajedziemy na jakiś obiad? - padło pytanie od mamy.
- Jestem za! - potwierdził tata. Tak szczerze to dziwnie się czułam. Było niezręcznie. Nie mogłam o niczym porozmawiać. Chyba przyzwycziłam się do samotności. - A ty kochanie? - otrząsnęłam się.
- yhmm .. mi pasuje - lekko się uśmiechnęłam i oparłam o siedzenie. Musiałam zadac jakie kolwiek pytanie bo bym zwariowała. - A gdzie chcemy zjeść?
- Pomyślałam o restauracji tutaj na rogu.. - zamilkła - nie pamiętam nazwy.
- White Elise - chyba tak się nazywała. Mama przytaknęła i zaczęła szukać czegoś w torebce. Byłam ciekawa co chce znaleźć. Więc dyskretnie próbowałam zajrzeć ale nic nie mogłam ciekawego zlokalizować. Po chwili tata zatrzymał auto na bliskim parkingu. Mama zebrała rzeczy i wzięła głęboki oddech. - Gotowa? - Spojrzała w moją stronę. - Jasne.
***
- Zapraszam tutaj - skierowała nas kelnerka do stolika dla 4 osób. Usiadłam na przeciwko rodziców. Była strasznie głodna, czułam tą pustość w moim brzuchu. Zajrzałam do Menu. Zastanawiałam się przez jakieś 15 min tak dawno nie jadłam normalnego jedzienia. Wybrałam Makaron w sosie ziołowym. Zadowolona ze swojego wyboru, wygodnie rozsiadłam się na krześle. Rodzice obmawiali jakąś pieniężną sprawę więc nie miałam do do powiedzienia. - Idę do toalety. - Idąc w stronę łazienki natknęłam się na chłopaka. Wpadliśmy na siebie ponieważ ja jestem sierotą. Nie mogłam dostrzec jego twarzy bo leżałam na podłodze a włosy zasłaniały mi oczy. Pomógł mi wstać. - Przepraszam - zachichotałam i zdjęłam kosmyki włosów z twarzy. Już wiem kto to był ... Justin. Ostatnio widziałam go 3 tygodnie temu. Widząc jego buzię uśmiechnęłam się szeroko. - Vanessa? - ukazał swoje piękne białe zęby. Przytulił mnie bardzo mocno i widać było, że jest szczęśliwy.
- Tak to ja. - zawstydziłam się. - Właśnie wyszłam - zgarnęłam włosy do boku.
- Fajnie cię widzieć.. - spojrzałam w jego karmelowe tęczówki, teraz wyglądały znacznie lepiej. - Chcesz się dosiąść do moich znajomych? - nagle poczułam strach. Moje nagi zaczęły się robić żelaste jak by nie miały mięśni. Moja twarz się zrobiła blada. Super. Nawet nie umiem sobie poradzić z zapoznaniem ludzi. - Vanessa nie bój się serio są spoko. - wziął mnie za rękę i zaprowadził do stolika pełen chłopaków. - To jest Vanessa. - przedstawił mnie Justin. Lekko się uśmiechnęłam i przywitałam grupę czarno skórych.
- Cześć! - zarumieniłam się i usiadłam obok chłopaka. Myśłałam, że będzie gorzej. Jeden z facetów miał chyba na imię Nate. Zaczął opowiadac jakąś bardzo śmieszną historie przez co wszyscy zaczęli się śmiać. Był naprawdę przyjemnie .. do chwili. Do stolika podeszła Michelle Hagrise. Piękna modelka w której zakochują się prawie wszyscy. Poznałam ją bardzo dawno. Kiedyś byłyśmy przyjaciółkami ale to już przeszłość. Zawsze robiła mi na złość więc czekałam na kolejne przedstawienie. Jednak tę odwagę którą miałam wcześniej straciłam. Czułam się bardzo nieswojo.
- Ooo kto nas wreszcie zawitał.. Vanessa Whitman. Nie spodziewałam się Ciebie tutaj. - uśmiechnęła się sztucznie. Za nią stały dwie kolejne idiotki które udawały jej poddane.
- Widzisz wszystko może się zdarzyć - mruknęłam. Nie nawidziłam tej dziewczyny.
- Jak tam w psychiatryku narkomanko? - Zaśmiała się.
- Skończ - Justin wstał z miejsca. - oo Justin Bieber.. Tamta noc była cudna - przejechała ręką pojego klacie. Chłopak złapał dłoń dziewczyny - Masz ją zostawić w spokoju. - Michelle zrobiła nadymaną minę i wyszła z restauracji. Po chwili wszyscy się na mnie spojrzeli. Byłam blada i zła. Nie wytrzymam tu dłużej. Powstałam z kanapy. - Gdzie idziesz? - Justin złapał mnie za rękę. Spojrzał mi w oczy i złapał za rękę. Zaprowadził mnie do ogródka gdzie siedziały może z 2 osoby. Usiedliśmy na białej ławce. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach, chciałam to ukryć ale było to niemożliwe. - Justin ja tak nie mogę, nie rozumiesz? Teraz jest inaczej. Nie jestem odważna, trudno mi było cokolwiek powiedzieć. Ja nie dam rady tutaj być... - spojrzałam w dół - Poprostu chce teraz być sama i pogodzić się z tym, że byłam w tym szpiatalu i, że byłam chora psychicznie. Dlatego przeproś ich ode mnie. - Justin spojrzał mi w zapłakane oczy i wtulił mnie w jego ciepłe i bezpieczne ciało.
***
Nie wiem jak to się mogło stać, że tak długo nie pisałam. No ale jest. Jest 3 rozdział mojego opowiadania. Co myślicie. Proszę o KOMENTARZE! do następnego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz