czwartek, 18 września 2014

Rozdział 5

- Ałć! - poczułam okropny ból pleców. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że leże na podłodze obok łóżka. Siedziałyśmy do 6 nad ranem. Spojrzałam na zegarek obok. No to super spałyśmy 2 godziny...
- Możesz być ciszej! - cała Nelly rano. Radzę nie zadzierać z nią o tak wczesnej porze. Próbowałam wstać ale miałam za mało energii więc walnęłam się na podłogę i próbowałam zasnąć. - Drrr - odebrałam.
- Halo? - odezwałam się zachrypniętym głosem. Nawet nie wiem kto dzwonił ledwo widziałam przez zaspane oczy.
- Słuchaj wiem, że to było dość niezręczne. Przepraszam cię za to. Nie chce psuć naszej znajomości. Naprawdę zależy mi na Tob..

- Czekaj.. Justin? - musiałam przeanalizować ostatnie 5 minut. Nic nie ogarniałam. Jestem nie wyspana, zmęczona a jednak muszę rozwiązać problem. Przetarłam powieki i skierowałam się wolnym krokiem do kuchni. Nie chciałam obudzić przyjaciółki. - Przepraszam, co mówiłeś?
- Mówiłem, że zależy mi na Tobie i chce dalej utrzymywać normalny kon..
- Justin. Stój. Czy możemy się spotkać i normalnie pogadać? - włączyłam czajnik. Musiałam się obudzić. Teraz nie byłam gotowa na tego typu rozmowę. - Justin? - nie odpowiadał.
- yyy tak. o 5 będę u Ciebie. pasuje ci? - Obawiałam się, że powtórzy się zbieg wydarzeń. Ale w końcu musimy i tak to wyjaśnić. Chciałam tego. Chciałam utrzymać kontakt z chłopakiem który pomógł mi wyjść z szpitala. Wzięłam głęboki oddech i odpowiedziałam.. - Tak jasne, nie ma problemu. - wyłączyłam. Uśmiechnęłam się lekko do siebie i sięgnęłam po pudełko z kawą.


***

- Musiałaś być tak głośno?- zapytała Nelly. Od rozmowy przez telefon minęła godzina. Dalej zastanawiałam się co mu powiem. Nie mam pojęcia nawet co czuję do niego. Może coś jednak jest pomiędzy nami? - Halo? Śpisz - wyrwała mnie z rozmyśleń. Zachichotała i ruszyła w stronę lodówki. - Vanessa co się dzieje? - zesmutniała. Nie wiedziałam czy jej opowiedzieć o Justine i tej całej sytuacji. Jest moją przyjaciółką i chyba powinnam ja powiadomić co się dzieje w moim życiu. 
- Myślę.
- O..? - już widziałam ten jej uśmieszek, zawsze go robiła gdy dowiadywała się o jakimś chłopaku. 
- O..o .o kimś. - Odwróciłam się i wypchałam sobie buzie orzechami. Wstydziłam się jej o tym powiedzieć, mimo wszystko. 
- Bardzo zabawne! Przestań! Powiedz mi. - Chyba już czas. Wyplułam orzechy do kosza i zaczęłam opowiadać. - No to.. poznałam go w szpitalu... Nie był jednym z chorych tylko przeprowadzał ze mną rozmowy. Żebym zaczęła kontaktować się z ludźmi. Zaprzyjaźniłam się z nim.. poprostu. Wczoraj go spotkałam. Nie widziałam go tak dawno a coś w środku mojego ciała pragnęło go. I siedział u mnie cały dzień. No i chyba domyślasz się co się stało.. - spojrzałam w dół.
- Uprawialiście seks!? Tak naresz..
- Co? Nieeee - wstałam aż z zdziwienia. Nie mogłam uwierzyć, że to powiedziała. Zaczęłam się śmiać na cały dom jak i ona. - ogarneliśmy się idiotko! - walnęłam ją lekko w ramię. - no ii .. potem kazałam mu ... wyjść.
- Co? Jak to? Vanessa.- 
- No tak to. Nie dopytuj się. Ide się myć. - Skierowałam się w stronę łazienki. Ulga. Kamień spadł mi z serca jak powiedziałam to Nelly. Zamknęłam drzwi na klucz i włączyłam strumień gorącej wody. Rozpuściłam włosy z koka i weszłam pod prysznic. 

POV. Nelly 

Usłyszałam dźwięk prysznica więc wstałam z krzesła i nalałam sobie kawy do kubka. Musiałam się rozbudzić po ostatniej spędzonej nocy z Vanessą. Żałuję, że nic jej nie powiedziałam w sprawie tego chłopaka. Może wreszcie moja przyjaciółka zacznie żyć jak normalny człowiek. Zapominają o szpitalu psychiatrycznym. Jestem szczęśliwa, że zaufała mi i powiedziała mi tą historię. - Din Don. - Podbiegłam do drzwi i otworzyłam z uśmiechem. - Cześć.. - Przede mną stał jakiś chłopak. Był zajebiście przystojny i uroczy. Nie mam bladego pojęcia kto to jest. - Czy jest może Vanessa? 
- Właśnie się kąpie. - może to ten chłopak?
- Możesz jej przekazać, że przyszedłem? 
- Justin? - odezwał sie głos Vanessy zza mną. Widziałam, że nie była zbyt zadowolona. 


_________________________________--
Proszę o komentarze! Hahha co myslicie?












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz